Wyświetlam 1 - 10 z 51 notek

Zapraszam!

  • Napisane 24 lipca 2015 o 10:09


http://ja-zona.piszecomysle.pl/2015/07/24/plan/

Krótko…

  • Napisane 22 lipca 2015 o 14:16

Dziękuję wszystkim za gratulacje i ciepłe słowa.

Mamy się dobrze. Synek rośnie jak na drożdżach, a ja czuję się już jak nowo narodzona, chociaż bardzo długo dochodziłam do siebie, nie było łatwo. Kurczę, tyle chciałabym napisać, chciałabym wrócić do bloga, ale ciągle brak mi czasu. Nie umiem zarywać nocy dla pisania, bo noc jakby nie było przeznaczam na odpoczynek. Tym bardziej, że synek czasem daje popalić, oj daje. Głodomor z niego straszny. Za flaszkę, oddałby wiele ;) Nawet ten krótki wpis piszę na raty…

Dodam tylko, że teraz jestem szczęśliwa ;) No to tyle, bo synek wzywa ;)

Cześć ;)

  • Napisane 6 czerwca 2015 o 09:15

Przyszedłem na ten świat 02.06.2015. Ważyłem 3100g i mierzyłem 53 cm długości. Dostałem 9 punktów w skali Abgar. Kiedy wyciągnęli mnie z brzucha mamy zacząłem płakać, a mama razem ze mną, ze szczęścia, cały czas mi to mówi. Przytula mnie i całuje i nie może się mną nacieszyć. Często jeszcze ma łzy szczęścia w oczach i cały czas myśli, że śni. Ah te mamy…

Teraz jesteśmy już w domu i nie mogę się trochę odnaleźć. Wszystko jest takie inne niż w szpitalu. Myślę, że z czasem wszyscy przyzwyczaimy się do tej nowej dla nas sytuacji.

Jestem zdrowy i mam się dobrze. Robię czasem moim rodzicom psikusy i trochę ich straszę. Na przykład raz im zwymiotowałem, a już w domu cały czas płakałem, ale oni nie rozumieją jeszcze mnie, a ja ich ;)

To chyba na tyle, chciałem się tylko przywitać ;)

 

Kilka ostatnich słów

  • Napisane 25 lutego 2015 o 10:24

Chciałam tylko napisać, że na razie zawieszam ten blog. Nie będę go usuwała, ale wydarzenia ostatnich dni spowodowały, że nie mam siły i ochoty na pisanie. Postanowiłam, że trzeba to w końcu wyjaśnić, bo długo już milczę i nie odwiedzam Waszych blogów. Przepraszam Was bardzo, mam nadzieję, bez urazy?

W czerwcu czekają nas naprawdę duże zmiany, nasze dziecko przyjdzie na świat i tym bardziej nie będę miała czasu na pisanie.

Bardzo dziękuję wszystkim za odwiedziny na moim blogu, za komentarze, za to że byliście. Jeśli kiedyś tu wrócę, mam nadzieję, że Wy też powrócicie?

To chyba wszystko, co chciałam napisać i proszę o wyrozumiałość ;)

Pozdrawiam i życzę Wam wszystkiego dobrego.

zagubiona

Tylko nie w pełny pęcherz!

  • Napisane 11 lutego 2015 o 07:59

Nasz syn rozpycha się coraz bardziej. Ma już ulubione pory snu, a może to ja je dopiero zauważyłam, kiedy ruchy stały się wyraźne? Czasem synuś budzi się razem ze mną, często o piątej albo około czwartej rano. Porusza się trochę i dosypia z mamuśką. Niech śpi chłopak, póki może. Potem wstaję, a syn często razem ze mną, czasem jeszcze lubi podrzemać. Od tej pory czuję go z małymi przerwami gdzieś tak do godziny 12 tej. Następnie znów usypia. Ten, to ma dobrze, śpi kiedy chce i niczym nie musi się martwić. Przez jakieś 3 godziny nie czuję jego ruchów, a potem głównie pojedyncze gdzieś się pojawiają. Po obiedzie, kiedy położę się na plecach, co dla mnie jest poświęceniem, bo poskładać swoich zwłok potem nie umiem do pionu, synuś kopie, aż brzuch się rusza. Jedne kopniaki są słabsze, by za chwilę, po nabraniu sił, kopnąć porządniej. Potem znowu przerwa, by zacząć kopać koło 19 tej. A najbardziej jest ruchliwy, kiedy wieczorem położę się, oczywiście na plecach. Uwielbiam tą chwilę. Mały kopie dość wyraźnie, aż tatusiek był zaskoczony, dotykając brzucha. Zaczynamy się z synem rozumieć. Poprosiłam go, żeby kopał, bo tatuś chce to poczuć i proszę, jak na zawołanie ;) Mówisz, masz! W takich chwilach odechciewa mi się spać. Leżę i czekam na kolejnego kopa. Zawsze się zastanawiałam, jakie to uczucie i wreszcie mam możliwość się o tym przekonać.

Ale najbardziej syn dał mi popalić w niedzielę, kiedy byliśmy w kościele. Wstaję wcześniej, żeby na spokojnie zjeść śniadanie i wypić kawę, a także zostawić jej nadmiar w ubikacji. Wiadomo, kawa ma to do siebie, że jedną dziurą wleci, a drugą wyleci, a że moja jakoś wyjątkowo moczopędna jest, dwa albo trzy razy przed wyjściem odwiedzam WC. Do kościoła mamy blisko, 10 minut z buta. Dochodzimy już na miejsce, kiedy mój pęcherz się odzywa. I weź tu wytrzymaj jeszcze godzinę! Dobra, twarda jestem, dam radę. Przecież to nie pierwszy raz. Jednak to , co nastąpiło później, jeszcze mnie nie spotkało.

Stoję z tym pełnym pęcherzem i myślę niestety tylko o jednym, o ubikacji. Nagle, w najmniej oczekiwanym momencie mój syn zasadził mi kopa, centralnie w ten pełny pęcherz, niczym się nie przejmując. W końcu to nie jego pęcherz. Oczy zrobiły mi się jak ping-pongi i jedna myśl pojawiła się w mojej głowie, żeby tylko nie popuścić! Ok., udało się, więc staram się wytrwać dalej, kiedy po chwili sytuacja znowu się powtarza, a potem kolejny raz. Jakoś jednak wytrzymałam, a potem biegiem do domu i jeszcze w czapce do ubikacji wparowałam.

Pierwszy raz zdarzyło mi się coś takiego, ale wybaczam synowi. Kiedyś jednak na pewno mu o tym opowiem. A pisząc ten post, mój synek się właśnie obudził ;)

Wymiękam

  • Napisane 5 lutego 2015 o 08:25

Wieczorem siedzę w fotelu i ziewam. Buzia otwiera mi się, jak do jedzenia jakiegoś wielkiego hamburgera. Już szerzej nie może. Oczy łzawią. Czuję, że za chwilę usnę na siedząco. Marudzę tatuśkowi, żebyśmy poszli już spać, samej jakoś ciężko mi usnąć. Myjemy się i kładziemy. Jeszcze chwilę rozmawiamy, po czym każde z nas lokuje się w najlepszej dla niego pozycji. Ja dużego wyboru nie mam. Zaczynam od lewego boku. Próbuję odlecieć, ale sen nie przychodzi. Spokojnie czekam. Zmieniam pozycję, może tak będzie lepiej. Kładę się na drugi boczek. Leżę, leżę i nic. Niekiedy uda mi się bardzo szybko usnąć, a czasem męczę się, zanim sen mnie dopadnie. W między czasie wstaję do toalety i robię łyk wody, bo suszy mnie okropnie, głównie w nocy.

Mija godzina, a ja dalej nie śpię. Tatusiek już chrapie w najlepsze, a ja nic, sen nie przychodzi. Zaczynam się denerwować, bo spać się chce, a usnąć nie można. Strasznie irytujące. Po długich męczarniach usypiam. No wreszcie. Nagle śni mi się, że ktoś nas napada, że ktoś chce zabić pomału mojego tatę, żeby się dłużej męczył. Najwięcej miewam tych strasznych snów. Czasem krzyczę przez sen i mąż mnie budzi, przestraszony. Mało kiedy śni mi się coś przyjemnego, bo o snach erotycznych nie myślę już. To jest jakieś przereklamowane. Niekiedy potrafię mieć jednej nocy kilka snów i nie są one przyjemne. Budzę się wystraszona, zlana potem i oszołomiona, a czasem nawet zła.

Tej nocy znowu miałam kilka strasznych snów. To znaczy nie tak strasznych, jak te, co opisałam wyżej, jednak we śnie bardzo się zdenerwowałam. Śniło mi się, że w jednym z salonów sieci komórkowych mnie dwukrotnie oszukano, a miałam wtedy ciężki już dzień. Wykłócałam się z kobietą, która kpiąco się do mnie uśmiechała. Nagadałam jej po łacinie, ale nic nie wskórałam. Dzwoniłam na policję, ale się nie dodzwoniłam. Nie wiem, jak ten sen się skończył. Potem śniło mi się, jakiś obleśny, spaśny drań chce mnie zgwałcić na ulicy i nikt nie reaguje, a ja nie mam siły kopnąć go w jaja i krzyczeć. Śniło mi się jeszcze, że zaczęłam plamić i coś, czego nie pamiętam. Cztery sny w jedną noc? Obudziłam się o 6 rano i wstałam zdenerwowana. Każdej prawie nocy jest to samo. Mam kilka snów, a wszystkie raczej nieprzyjemne. Do tego nie umiem już na tych bokach wyleżeć, bo bolą mnie mięśnie, jakbym jakieś odleżyny miała. Co chwilę zmieniam pozycję, ale mam tylko dwie do wyboru.

Te niewyspanie z powodu niewygodnej pozycji zniosę jakoś, ale te sny… Po prostu wymiękam. Nigdy nie miałam takich problemów z nimi. Zaczyna mnie to przerastać. Kiedy się budzę wystraszona, mój synek zaczyna się ruszać. Pewnie nie wpływa to na niego zbyt dobrze i to mnie martwi. Powinnam się wysypiać, a u mnie jest na odwrót :( Potem chodzę cały dzień nieprzytomna.

 

Aerobik w brzuchu mamuśki ;)

  • Napisane 4 lutego 2015 o 10:59

Wczoraj byliśmy na kolejnej wizycie kontrolnej.  Udało nam się dojechać na czas, choć niektóre drogi były zamknięte. Policja stała na skrzyżowaniach i kierowała ruchem. Wszystko jednak odbywało się bez większych problemów. Oby w czerwcu nie strajkowali, bo urodzę gdzieś na skrzyżowaniu, w korku  i co? ;)

Z naszym synkiem jest wszystko w porządku. Wierzga nóżkami i rączkami, łapie sobie nóżkę, w ten sposób się bawiąc i ćwicząc. Taki aerobik w brzuchu mamuśki ;) Następna wizyta 24 lutego. O progesteron mam się nie martwić, bo często podczas badań piszą ogólnie wartości i nie badają go dokładnie. Już nie muszę go sprawdzać. Fajnie, płacę za badania, a one są po łebkach robione. Ręce opadają.

Żelazo, które brałam na anemię mi nie pomaga i dostałam nowy lek. Zaczęłam go brać od dzisiaj. Zobaczymy, jakie będę miała po nim wyniki. Niedługo też będę miała chyba robione badania wątrobowe.

Ulubione słodycze muszę odstawić, a dokładniej mocno ograniczyć, żebym nie miała problemów z cukrzycą, ale też przez jedzenie słodkiego dziecku idzie w masę, a nie w rozwój. Sobie zrobię przyjemność, ale dziecku już nie koniecznie, a bardziej mogę zaszkodzić. Nie będzie to łatwe, ale czego się nie robi dla tego wyczekiwanego maleństwa?

To tyle na dziś, kilka faktów, bo jakoś nie mam natchnienia i humoru.

22 tydzień

  • Napisane 2 lutego 2015 o 09:27

22 tydzień zaczęty w sobotę. Synuś ruszał się wczoraj częściej, niż przez ostatnie dwa dni, czym poprawił humor mamuśce i ją uspokoił ;) Tatusiek też mówi, że przesadzam, bo może dziecko odpoczywa, kiedy go nie czuję, że przecież o tym czytałam, a ja i tak swoje. Oj, nie jest łatwo. Wczoraj Łukaszka czułam nawet wyraźnie i widziałam, jak brzuch mi się rusza. Tatusiek też to czuł, przykładając rękę i aż mu ona zadrżała. Na to czekałam tyle lat i nie myślałam, że kiedyś doczekam tej chwili. Wiara opuściła mnie zupełnie, zgasła nadzieja, by po tak długim czasie znów ożyć w moim sercu. Cudownie jest móc przeżywać te wszystkie emocje, czuć jak to nowe życie się we mnie rusza, słyszeć bicie jego serduszka. Coś pięknego.

Jutro kolejna kontrolna wizyta. Mam nadzieję, że na nią dojedziemy, bo górnicy wychodzą na ulicę i blokują drogi. Nawet idąc do sklepu, widziałam grupę z naszej kopalni, jak krążyła po pasach, a policja kierowała ruchem. Nie za dobrze się dzieje, ale popieram ich, że wzięli się za tą sprawę ostro. Oby tylko przyniosło to oczekiwane skutki, bo tak dłużej być nie może.

Robiłam niedawno badania moczu i krwi, a także progesteronu, no i nie wiem, co o tym myśleć, bo ten progesteron stanął mi w miejscu. Już od jakiegoś czasu wynosi 60 i ani trochę więcej. Podobno może być tak, że w pewnym momencie on stanie, ale czy to nie zagraża naszemu dziecku? Jutro dopytam o to moją lekarkę.

393 gramy szczęścia ;)

  • Napisane 29 stycznia 2015 o 09:35

No dobrze. Nadeszła ta chwila, nie będę Was dłużej trzymała w niepewności. Wczoraj podczas badań prenatalnych wszystko się potwierdziło. Będziemy mieli stuprocentowego, zdrowego syna! ;) Dowód rzeczowy był bardzo dobrze widoczny i nic nie dało się ukryć, ale od początku.

Wczoraj byliśmy na drugich badaniach prenatalnych. Nie byłam już tak zestresowana, a wręcz nie mogłam się doczekać. Ostatnie badania wyszły bardzo dobrze, a synusia naszego czuję coraz częściej. Nie wiem co on tam wyprawia oprócz fikania koziołków, może tańczy, ale czasem czuję go już o 2,30 nad ranem. Strach był już znacznie mniejszy. Badania miałam ze skierowania, więc nie było to 3D, ale mnie nie potrzeba więcej, jak wiadomość, że wszystko jest dobrze.

Pani doktor Włoch badała nas długo, wszystko dokładnie sprawdzając i mierząc. Za dopłatą zrobiła nam echo serduszka, które też wyszło pomyślnie. Nasze dzieciątko jest zdrowe i pani doktor nie miała żadnych zastrzeżeń ;) Jak dobrze usłyszeć takie wiadomości, po tylu latach starań.

Miło było znów zobaczyć naszego szkraba, jak się rusza, wierci, znowu trzeba było go” gonić” ;) Te chwile są piękne i zawsze łezka kręci się w oku, łezka szczęścia. Czasem przychodzą takie chwile, że myślę sobie czy to nie sen? Przyszły tatuś też jest szczęśliwy tym bardziej, że nazwisko zostanie przedłużone ;) Cieszą się wszyscy. Moja mama się popłakała i już chce prezenty robić, więc rożek będziemy mieli. Co rusz wymyśla, co jeszcze mogłoby nam się przydać. Wózek już też chciała kupować. Musiałam ją troszkę uspokoić i przystopować, ale o dziwo rozmowa miedzy nami wyglądała całkiem dobrze.

Nie ogarniamy jeszcze tego wszystkiego, co teraz? Zastanawiamy się. Szafa przygotowana, komoda też. Część ciuszków już mamy. Niedługo będziemy musieli usiąść na spokojnie i zrobić listę potrzebnych jeszcze rzeczy. No dobrze, wszystko fajnie, ale wczoraj stanęłam przed skarpetkami dla noworodków i się pogubiłam. No bo jaki ja rozmiar potrzebuję dla naszego synka? Wszystkiego musimy się zacząć pomału uczyć, bo czas teraz zacznie uciekać i ciężko go będzie dogonić.

Sny jednak się sprawdzają. Cztery razy śniło mi się, że będzie chłopiec. Ostatni raz przed poprzednim badaniem, kiedy wstępnie poznaliśmy płeć. Dziewczynka ani razu mi się nie przyśniła ;)

Tak więc noszę pod sercem 393 gramy szczęścia. Będziemy mieli stuprocentowego, zdrowego syna, a jeśli okaże się, że jakimś cudem będzie dziewczynka, to powiedziałam pani doktor, że przyjedziemy z reklamacją ;)

Pierwsze ciuszki

  • Napisane 27 stycznia 2015 o 08:19

Mamuśka wczoraj miała co robić. Siedziała zakopana w stercie ciuszków, które dostała od siostry. Był tego cały wielki worek. Ciuszki na różny wiek. Od maleńkości do giganta już ;) Pajacyki, śpioszki, kaftaniki, skarpetki, czapeczki, a wszystko takie słodkie. Niektóre rzeczy były tak maleńkie, że mamuśka zastanawiała się, jak ubierze w to dziecko ;) Takie miniaturki.

Były też i większe rzeczy, w rozmiarze 86. Nie lada zadanie było przed mamuśką, ale jaka przyjemność! Siadła więc mamuśka w zawalonym ubraniami pokoju, rozwaliła się na podłodze i zaczęła przeglądać oraz wstępnie sortować ciuszki. Układała je rozmiarami na osobne kupki, które z każdą chwilą rosły. Nadziwić się nie mogła i nacieszyć, aż łezka w oku się zakręciła. Mamuśka wpadła w wir, nie ma co. Kiedy posegregowała wszystko umyła opróżnioną wcześniej komodę i wszystko poukładała. Górna szuflada najmniejsze rzeczy, a potem coraz niżej te coraz większe. Wśród rzeczy był też drugi już kocyk i kołderka, ale znalazła się też wanienka ;)

Przygotowania do wielkich zmian się zaczęły w domu mamuśki i tatuśka. Szafa z dużego pokoju jest w trakcie przerabiania. Tatusiek robi w niej półki, żeby gdzieś wszystko pomieścić. W razie potrzeby na przyszłość, półki można zdemontować z palcem w … (wiadomo w czym).  Tyle na razie wystarczy, a z czasem się zobaczy, co jeszcze jest potrzebne. Teraz mamuśka wie, co musi dokupić, wiec niedługo weźmie się za robienie listy.